Minął miesiąc Twoich studiów

          Biegasz z wykładu na wykład, z ćwiczeń na ćwiczenia i inne zajęcia. Po miesiącu ledwie dyszysz. W głowie coraz większy chaos. To znak MOLOCHA uczelni. Zaczyna Ci wszystko obojętnieć.

          A przypominałem Ci, Zaczynasz studia. ZRÓB TO MĄDRZE. 

          Mądrze studiować politechnikę, to położyć na początku główną uwagę na matematyce . To jest fundament całych studiów, nawet bardziej niż fizyka, bo i fizyka potrzebuje matematyki.

          Wchodząc do politechniki nie wiedziałeś z czym się zetkniesz; miałeś naturalną nadzieję i przekonanie, że uczelnia to zapewnia. Z praktyką się zderzyłeś.  „” –

          Matematyki z wykładu nie poznasz, bo wykład jest marnym sposobem poznawania. Po miesiącu masz w głowie zamęt i już jesteś przygnieciony. Możesz się z tego stanu wyrwać tym, co Ci radzę. Matematyk odkrywaj sam. Odkrywaj z dobrego podręcznika; taki Ci podsuwam. Jest stworzony do samodzielnych studiów. Czytasz i rozumiesz, a czyta się lekko. Uważne czytanie nie zajmuje dużo czasu. Przeczytanie trzech początkowych (niecałych) rozdziałów (Liczby-Funkcje, Pochodna, Całka – zrąb matematyki), to trzy wygospodarowane, spokojne godzinki. W tych trzech godzinach odkryjesz matematykę. Sam. Będziesz innym człowiekiem, samodzielnym. Potem już tylko spokojnie, wiedząc po co to, dopracujesz, by mieć pożytek. To też idzie stosunkowo lekko.

          Możesz się na to zdobyć, mimo przygniecenia urzędowymi studiami. 

          Szkoda tracić młodość na tandetę politechniczną. 

 

 

Studiujesz, zrób to mądrze!

          Rozpoczynasz swoją intelektualną przygodę, swoje studia.

          Pomyśl!

          Zważ, że wielka uczelnia, to MOLOCH. Dla niej jesteś pyłkiem.  

          O swoje studia musisz zadbać sam. Zrób to mądrze! 

          Pierwsza i najważniejsza jest matematyka i jest wykładana na początku. Fizyka i podstawowe teorie techniczne – trzon Twoich studiów – bazują na matematyce. Bez zrozumienia matematyki Twój dyplom nie będzie nawet dorównywał rzemieślniczemu (rzemieślnik nie zna teorii, ale ma „smykałkę” w rękach,  a Ty? ).

          W uczelni matematykę poznajesz z wykładu. I tu jest pierwsza bariera. Raz, że wykładowców w uczelni jest wielu, ponad setka. Każdy ma „swoją” matematykę.

          Tyle, że z niej nie ma pożytku.

          Bo wykład – nawet niezależnie od swej wartości – ma nieusuwalną wadę, jest ulotny 

           W jaki sposób owe tygodniowe ulotne porcyjki wykładu mają się złożyć na

 zwartą, spójną, rozumną myśl matematyczną.

          Matematykę trzeba rozumieć. Trzeba ją odkryć samemu.

          Odkryć z mądrej książki; z podręcznika, który jest  pod-ręką .

          KAŻDY  może to zrobić. Nie ważne, ile punktów uzyskał na maturze.

          I łatwiej średniakowi, niż prymusowi, który nabił sobie głowę masą głupstw szkolnej, zapchanej do granic i twardo egzekwowanej przez CKE Podstawy Programowej i który wpierw musi otrzeźwieć. Wejść samemu, by zobaczyć, jakie to proste.

          Każdy to może zrobić, ale tylko z dobrej książki

          Taką polecam

Ryszard Nowakowski

Elementy matematyki wyższej. Dla politechnik. Do samodzielnych studiów. T. 1 (wyd. ALEF)

          Musisz – koniecznie na samym początku studiów (a byłoby jeszcze lepiej we wrześniu przed wejściem do Uczelni  – tyle, że nie ma do Was dostępu) ZDOBYĆ książkę i znaleźć trzy spokojne chwile, by przeczytać uważnie początkowe, nawet nie całe, trzy rozdziały, po godzince  na rozdział. Rozjaśni Ci się w głowie.

Zrozumiesz matematykę 

Poczujesz się mocny, pewny siebie

(ale zachowaj to dla siebie, bo zaliczenie daje butny wykładowca ze swoją matematyką. W ich powszechnym przekonaniu, które publicznie głoszą, masz za niskie IQ i wystarczy Ci byle co).

           A czyta się lekko. Potem spokojnie dopracujesz, wiedząc co i po co. 

           To nie jest standardowa książka z Allegro, czy PWN. Pisze student (Mateusz K.)

Nareszcie mówi do mnie ktoś, kto chce, abym zrozumiał

a nie podziwiał jego majestat doktorski