Wybrałeś studia politechniczne

         Przygnieciony szkołą z jej Podstawą Programową i testami CKE od wyższej uczelni spodziewasz się intelektualnej przygody. Ale politechnika to moloch.

Przygodę stworzysz SAM

zabierając się do studiów mądrze

          Mądrze studiować, to od początku położyć główną uwagę na fundamencie nauki, na matematyce, fundamencie całych studiów, bo i fizyka potrzebuje matematyki.

           Możesz to zrobić w domu, zanim wejdziesz do uczelni. Matematykę możesz poznać z dobrego podręcznika. Kup go lub zdobądź od razu, jeszcze w wakacje,  najpóźniej na początku września.

           I jak tylko wypoczniesz po maratonie matury, nie zwlekając, czytaj. Czytaj uważnie.

           W pierwszym czytaniu możesz pominąć ewentualne trudniejsze kwestie; wrócisz do nich później. Czytaj, by uchwycić snującą się myśl. Czytając ona Ci się ukaże. Zrozumiesz matematykę, Potem już tylko dopracujesz, by była użyteczna.

         To wstępne czytanie, nie całych nawet trzech pierwszych rozdziałów, Liczby, funkcje, Pochodna (do rysunku sin i cos), Całka (tylko oznaczona) zajmie Ci najwyżej godzinkę na rozdział.  Trzy, cztery spokojne godzinki  i

ROZUMIESZ MATEMATYKĘ !!

           Jeszcze we wrześniu przeczytaj uważnie, w spokoju dodatkowo  trzy początkowe rozdziały algebry (liczby zespolone, wektory i układy równań) i możesz spokojnie wchodzić w uczelniany młyn.

            Każdy to może zrobić, ale tylko z dobrej książki

            Taką polecam

Ryszard Nowakowski

Elementy matematyki wyższej.

Dla politechnik.

Do samodzielnych studiów.

T. 1 (wyd. ALEF)

           To nie jest standardowa książka z Allegro, czy PWN. Pisze student

Nareszcie mówi do mnie ktoś, kto chce, abym rozumiał

 

           Tę intelektualną przygodę przygasi uczelnia narzucając obowiązek słuchania wykładu, strata czasu  Wykład jest ulotny, zaliczenie jest sztucznym zabiegiem i nie ma nic wspólnego z rozumieniem. Samo narzucenie obowiązku jest przyznaniem małej wartości wykładu, studenci go omijali.

           Tygodniowe porcje wykładu nie składają się w żaden sposób w spójną myśl, a matematyka matematyce nierówna. Szablonowa albo sformalizowana wykładu przypadkowego wykładowcy, to nie to. Ten zawodowy tłum wykładowców pospolicie nie rozumie potrzeb politechniki; wykłada coroczny szablon, albo sili się na wielką, tu zbędną naukowość. Bo matematyka w politechnice, niby ta sama, a jest inna. O co innego w niej chodzi.

           W teoretycznej, uniwersyteckiej,  chodzi o ścisłość,  jest budowana sucho, logiką; politechniczna natomiast – organicznie, według wewnętrznego sensu i zależności, a nie logicznej formy.

           Bo inżynier nie dowodzi, ale konstruuje.