Indoktrynacja a żywotność dziecka      Reforma Krygowskiej lat 60. (bourbakizm)     Biegunka reform

Zaprowadzić ład w edukacji

Zagracona edukacja

          Mieliśmy w wolnej Polsce międzywojennej wspaniałą oświatę przygotowywaną w pozytywistycznej pracy organicznej, jeszcze w przedświcie niepodległości, wprowadzoną  po 130 latach niewoli w życie, gdy tylko zamilkły działa. Oświatę najlepszą w Europie. Najlepszą, bo budowaną od podstaw na najlepszej myśli pedagogicznej. Inne kraje w swej ciągłości istnienia nie czuły potrzeby reformowania swych systemów oświaty.  Oświata powszechna została wkrótce (w 1933 r.) dopełniona przez Wacława Jędrzejewicza o wyższą formę średniego kształcenia.

          System ten chronił dzieciństwo; obowiązek szkolny realizował od wieku 7 lat. W chronionym okresie dziecko bezpieczne w rodzinie wtapiało się samoistnie w otaczający go świat i jego naturalne prawa (p. wyżej Indoktrynacja). Okrzepłe wnosiło zdobyte w swobodzie doświadczenie świata do szkoły jako swoje własne cenne wiano. Na nim, już w szkole, budowało.

          Szkoła przyjmowała go mądrze, stawiając za cel proste umiejętności czytania-pisania i rachowania – od patyczków. Proste, bo początkowe nauczanie jest pochodną rodzicielstwa, jak nauczanie na drugim etapie powszechnym – pochodną rzemiosła, a nie produktem nauki. Uczył nauczyciel z powołania, kształcony w niższym albo wyższym seminarium nauczycielskim. Otrzymywał przygotowanie na miarę rzeczywistych, naturalnych, a nie wydumanych potrzeb. I uczył dobrze. Dopiero gimnazjum i liceum było przygotowaniem dojrzałości a w niej do ewentualnych wyższych aspiracji i wymagało nauczyciela o wyższym wykształceniu.

          Postępy w nauce wspierały mądre podręczniki i pomoce, począwszy od nieocenionego Elementarza Falskiego i zbiorków arytmetycznych Rusieckiego, czy liczydła. W gimnazjum podręcznik matematyki Kulczyckiego był tak dobry, że rozumiałem go bez pomocy nauczyciela, a potem wybrałem studia matematyczne. Uczniowskie postępy – ale też własną pracę – oceniał nie urząd, a sam odpowiedzialny nauczyciel. Mam zdjęcie mojej trzeciej klasy, na nim 52-je dzieci, w środku nauczycielka, siłaczka pracy od podstaw. Nauczyła nas wszystkich czytania, pisania (kaligraficznego) i arytmetyki z jasnym systemem dziesiętnym wynikającym z patyczków (liczną klasę dzielono w kolejnym roczniku).

          Dziś wszystko to zostało zniszczone i zastąpione sztucznym, zagmatwanym tworem. Człowiek stał się w edukacji systemem punktów. Nauczanie  i wychowanie zastąpiono musztrą wtłaczania zapchanej do granic bezsensu Podstawy Programowej, egzekwowaną bezmyślnie przez państwowy urząd CKE. Sama szkoła zamieniła się w urząd realizujący dyrektywy słane z „góry”. Uczy uniwersalny nauczyciel kształcony w szkołach wywindowanych ambicjonalnie w uniwersytety pedagogiczne. W tych uniwersytetach zaświadczenie o uprawnieniach nauczania na danym etapie uzyskuje dorobieniem kursiku i może ich nazbierać dowoli. Czy może to być nauczyciel z powołania?         

          Uczy metodą technologiczną, bezdusznymi testami, z technologicznych podręczników i pomocy naukowych uwolnionego rynku; zalał szkoły rynkową tandetą.

          Przykładem prymitywu myślenia o nauczaniu może być tzw. Nasz Elementarz służący dziś do nauki czytania i arytmetyki (o pisaniu nawet tam nie ma mowy). Twór wprost debilny, od samej ogromnej objętości 400 stronic (w czterech sezonowych częściach), ogromnego formatu A4, wypchany szczelnie w każdym kąciku obrazkami z jakiegoś fikcyjnego świata kosmitów. Czytania uczy starożytnym sposobem od  wtłoczenia liter alfabetu, połączonym z nowoczesnym anglosaskim obrazkowym kojarzeniem z kilku słowami zawierającymi tę literę.  Nie tworzą się słowa, ani zdania, tworzy się bezmyślna miazga już na samym początku szkoły. A „Nasz”, to zwykłe wmawiające szalbierstwo.  W końcu nie szkoła, ale dom uczy czytania,

          Arytmetyka w Naszym Elementarzu znikła; nie ma systemu dziesiętnego, są obrazki pojedynczych, izolowanych cyfr, bez żadnego skojarzenia choćby z liczeniem. Gdzieś tam później w następnych klasach system dziesiętny wtłacza się werbalnie, a arytmetyka i matematyka staje się obciążeniem do samej matury. 

          Tej pogmatwanej nowoczesności edukacyjnej nie sposób opisać. 

           Pedagogika zatraciła zwykły rozsądek. Myśl pedagogiczną zastąpił amok nowoczesności i jej pusty wytwór – technologia. Do pedagogiki cisną się naukowcy, którym wyczerpała się ich pseudo inwencja własnej dziedziny i tu szukają łatwych karier zastępczych. Reformy, biegunkę reform, podejmowali ludzie nie rozumiejący nie tylko przyczyn upadku, co istoty nauczania a zgoła procesu poznawania. Przepychali ją bezmyślni ludzie w bezmyślnych komisjach sejmowych a realizowali równie bezmyślni urzędnicy tzw. ministerstwa edukacji, rozdętego rozmaitymi własnymi urzędami IBE i szeregu innych.

           W tej witrynie prowadziłem od 2004 r. twardą walkę o przywrócenie rozsądku i godności edukacji. W moim komputerze zapisana jest cała historia upadku, który dział się przy mnie i którą obserwowałem od lat 60. ubiegłego wieku. Walkę z kołtuństwem przegraną.

          Przegrała też POLSKA        

          Ale nie ustępuję z placu.  

          To wszystko w wielkim skrócie. 

          Mechanizm upadku ukazałem w publikacji O edukację wyzwoloną. Rzecz o upadku edukacji i rabowaniu dzieciństwa (wyd. ALEF, 2012)

            Wykolejona edukacja sprawiła poważne trudności w kształceniu wyższym, szczególnie w złamanej matematyce.

           Ale to dalszy temat, równie bolesny.