Otrzymałem też głos z pretensją, bo udało mu się nadzwyczaj łatwo sprzedać wszystkie swoje książki mojego autorstwa

 

Szanowny Panie,

 

Sprzedałem na Allegro wszystkie książki jakie kupiłem kilka lat temu z Pańskiego wydawnictwa. Jestem zaskoczony faktem, że osiem książek się sprzedało prawie że w ekspresowym tempie. Moje zdumienie jest tym większe, że nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Nie jest to moja zasługa a możemy to zawdzięczać Pańskiemu bardzo dobremu marketingowi. Na moich aukcjach dałem link do Pańskiej strony gdzie Pan sam, najlepiej o swoich książkach pisze.

 

Sprzedałem Pana książki bez żalu, gdyż oceniam je negatywnie. Napisane w sposób tragicznie niezrozumiały, niczego nie tłumaczący. Nie jest to tylko cecha Pana książek jest to cecha 85 % książek o matematyce pisane przez rodzimych autorów. Nie są książki dla studentów tylko sobie je państwo piszecie, jedni dla drugich. Jeśli chce Pan zapoznać się jak powinno się pisać książki dla studentów to  proponuję zapoznać się z pozycjami Gilbert Strang Calculus (Calculus nie jest to nazwisko a rachunek różniczkowy J, albo tego samego autora Introcuction to Linear Algebra. Gdyby te przykłady nie przekonały to mam jeszcze jeden, a mianowicie Sherman K. Stein Calculus. Na szczęście nikt tego na polski nie tłumaczył i świetnie się to czyta po angielsku - napisane prostym językiem. Proszę zobaczyć jak jest wytłumaczona granica funkcji a potem porównać to z naszymi polskimi wywodami. Jedynym wyjątkiem jest Fichtenholz ale wiadomo że nie jest to polski autor.

 

Jestem bardzo ciekawy Pana stanowiska i odpowiedzi na pytanie: Dlaczego książki o matematyce pisane przez polskich autorów są niezrozumiałe dla przeciętnego czytelnika? Dlaczego łatwiej się nauczyć matematyki wyższej korzystając z kursów MiT na YouTube niż z polskich książek. Może warto napisać książkę dla studentów na nie dla kolegów po fachu? Myślę że ideę ma Pan dobrą, na chwilę obecną wykonanie jest złe. Jak będzie Pan chciał to Stranga  mogę przesłać mailem – obie pozycje a także linki do jego wykładów na MiT (wiadomo co to jest prawda)

 

Z poważaniem

 

T. U.

/inż. geodeta/

Moje uwagi. Prawdą jest, że autorzy podręczników piszą je, by się "wykazać". Ale też prawdą jest, że komuś, kto ją już sobie "zaliczył", żadna inna mu nie odpowiada (przemeblowanie głowy jest równe ciężkiej operacji).

Nie znam polecanych przez  pana T. U. książek, ale znam kilka zachodnich; są to rodzaje kalendarzy inżynierskich. Pan T. U. pisze, że tych świetnych książek nikt nie przetłumaczył na język polski (nawet PWN !!), nikt się na nich nie poznał. Trafiły tylko do głowy Pana Geodety. A już czystą aberracją jest uczyć się z Fichtenholza, zapchać głowę setkami drobiazgów (mam znajomych, którzy się tym chlubią, ale nie wierzę, że ją przerobili i mają ład w głowie

i związali ten chaos w jedną, spójną myśl matematyczną)