Dlaczego usiłuję dotrzeć do Was,

szczególnie do tych rozpoczynających studia?  

(Choć mógłbym spokojnie dożywać mych emeryckich dni)

Ponieważ mam dla Was wspaniały podarunek, podręcznik matematyki dla politechnik, jakiego nie ma na  świecie. Czytając go (a wystarczy tylko uważnie czytać i czytanie idzie lekko) od razu zrozumiecie wyższą matematykę.

Co warte ulatujące tygodniowe porcyjki wykładu, które nie złożą się w myśl matematyczną?

Z podręcznika sam ją odkryjesz. W czytaniu sama się rozwija.

Wystarczy na początku przeczytać główne części początkowych trzech rozdziałów: Liczby funkcje, Pochodna (tę do stronicy 34) i Całka (wystarczy oznaczona). To zajmie ok. godziny na rozdział.

Czytasz i rozjaśnia się w głowie!

Mam dla Was ten podarek, ale co z tego, gdy Wy o tym nie wiecie.

 Ktoś musi Wam o niej powiedzieć.

Nie zrobią tego matematycy, bo zaangażowali się w łatwiznę; tandetę wrośniętą w Politechnikę od wstrząsu umasowienia studiów w 1990 r. Tandetę skryptów <GiS> „definicje, twierdzenia i wzory” mającą od tamtych czasów monopol. Monopol obrósł w sadło i rządzi Politechniką (<GiS>, to Gewert i Skoczylas, „kolesie”  z Instytutu Matematycznego, teraz Wydziału; stworzyli tam koterię).

Moje podręczniki wydawane od 1998 r. zagroziły monopolowi.