Polskie problemy
 
 
Prolog        

        Kiedyś jadąc na konferencję naukową do Ilmenau za Erfurtem kupiłem mapę NRD. Oglądając ją zdumiałem się, jak daleko na zachód sięgały plemiona słowiańskie,  zgoła polskie, bo aż za Hamburg, widoczne w wielu nazwach miast i osiedli. Niedawno sięgnąłem przypadkiem po
Szkice średniowieczne Jerzego Strzelczyka  i okazało się, że tych śladów słowiańskich, niemal polskich, jest znacznie więcej, ukryte za zniemczeniami.
         Historyczne okrzepnięcie państwowe ustaliło granicę zachodnią mocno naporem germańskim przesuniętą na wschód; już nie tylko uporczywym wypieraniem, ale często błędami własnej polityki. W dodatku na północy, na ziemie bliskich nam Prusaków, Warmiaków, Mazurów wdarł się krzyżacki żywioł zaborczy pod zakłamanym szyldem nawracania pogan; żywioł, który już nie ustąpił. Zakłamane nawracanie pogan „boską”  miłością. Z tą miłością szedł wcześniej  św. Wojciech, ale gdy  „miłość” nie chwyciła, przystąpiono do „właściwego” nawracania, mieczem, ogniem i inkwizycyjną obłudą. Ten krzyżacki żywioł, który pochłonął Prusy i przejął ich imię, razem z zaborczą Rosją pozbawił nas  w końcu naszego własnego niezależnego istnienia. Odzyskana nie tyle uporczywą walką przegrywanych powstań, ale wreszcie sprzyjającym okolicznościom końca pierwszej wojny światowej ciągle jeszcze z groźnym nawisem krzyżackim w wilczej skórze Prus tzw. Wschodnich, pochłoniętych przegranym teutońskim plebiscytem. Z przykrością czyta się Melchiora Wańkowicza
Na tropach smętka
        Miękki charakter słowiański  stworzył państwo chroniące prawa człowieka wprawdzie ograniczone do jednej warstwy społecznej. Tolerancyjny kraj był przez kilka wieków azylem 
       Nic jednak na tym świecie nie jest trwałe i nic idealne. Owa wolność osobista członków jednej warstwy, zagwarantowana zdradliwym prawem weta stała się w ostateczności zgubą kraju. Oto gdy Najjaśniejsza Rzeczpospolita potężniała rodziła się wrogość innych potęg, ale też wewnętrzne rozprzężenie. Urosły w moc rody magnackie. Wolność szlachecka stworzyła niewolę poddanego chłopstwa. Szlachecka dominacja nie tylko nie potrafiła trwale zjednoczyć bliskich grup etnicznych wchodzących w skład Rzeczypospolitej, ale nawet przyciągnąć własnej gleby, chłopów, zepchniętych w pańszczyznę,  z której jedynym wyzwoleniem desperacka ucieczka na Pola Siczowe.   Rosła w siłę Dzicz Siczowa, bunty, potop szwedzki, Chmielnicki chroni się pod skrzydła cara, złowroga rola magnaterii. Słaby król elekcyjny, coraz bardziej obcych dynastii, lekko gwarantujący przywileje.  Sobieski nie zdołał stworzyć dynastii swojego rodu, która zrównoważyła by moc z krajami dynastycznymi. One to, sąsiednie, sprzysiężone, wraz z naszą własną magnaterią doprowadziły Rzeczpospolitą do zguby. Owo veto ostoja wolności stało się w bohaterskim czynie Rejtana tylko pustym słowem.

           Sto trzydzieści lat niewoli, bezsilne przegrywane powstania,  obca władza, nie służyły poszanowaniu prawa. To prawo było obce.
           Gdy w sprzyjających warunkach końca pierwszej wojny światowej udało się odzyskać wolność i ją utrzymać w bezpośrednim zagrożeniu najazdem bolszewickim 1920 r., owo wpajane wiekami nieposzanowanie prawa objawiło się obłędem narodowca mordującego własnego prezydenta wolnej Polski. Wolna Polska miała, ciągle w tym samym wrogim otoczeniu prusacko rosyjskim, perspektywę jedynie 20 lat. To była moja Polska.
           
           Krucha niepodległość, oparta na kruchych traktatach
 nie ostała się przed zbrodniczymi reżymami sąsiadów. Znów padliśmy łupem chwilowego sojuszu dwóch agresorów, zwyrodniałych nacjonalistycznych hitlerowskich Niemiec i równie zwyrodniałej ekspansywną ideologią bolszewickiej Rosji. Tym razem obie nie tylko pochłonęły Polskę, ale zagroziły światu.
            Wojna rozpoczęta przez Niemcy zmową z sowiecką Rosją napadem na Polskę zamieniła się w wojnę światową, w której po alianckiej stronie znalazł się nasz wróg sowiecka Rosja, napadnięta przez niedawnego sojusznika. Z sześcioletniej wojny – z niefrasobliwości zachodnich aliantów – wyszliśmy znów z jarzmem sowieckim, bo Stalin zadrwił sobie z aliantów. Znaleźliśmy się w obozie komunistycznym pod sowiecką łapą, przynajmniej według ustaleń Jałty i Poczdamu osadzoną na zwartym obszarze narodowym.
            Pod komunistycznymi hasłami sprawiedliwości społecznej kryło się upaństwowienie przemysłu i handlu i planowa gospodarka. Systematyczna niewydolność tej gospodarki rodziła stałe bunty tzw. przodującej klasy robotniczej. Taki obcy narzucony system mógł się utrzymać pod osłona wojsk i służb inwigilujących. I grą donosicielstwa został obalony przez jednego Wallenroda, tym razem nie w literackiej fikcji ale realnie, skutecznie. Upadł cały obóz komunistyczny.
          Odzyskaliśmy suwerenność
            
          W tym wyzwoleniu stworzyliśmy własne wolne, suwerenne państwo, osadzone na prawie, z demokratycznym trójpodziałem niezależnych władz, umocnione wstąpieniem do wolnej Europy państw wolnych, chcących wreszcie żyć bez wrogości, skupiając się na przyjaznym rozwoju. Krok ten podjął nawet rząd lewicowy z pełną aprobatą społeczeństwa (lewica to nie komunizm). Przyjaźń osadzona na czymś po raz pierwszy nie egoistycznym; wspólnota dająca pomoc krajom słabszym, nie pożyczkami-kredytami, ale dobrowolnymi potężnymi dotacjami; aktem zabezpieczonym w naczelnym prawie Unii Europejskiej. Z kraju ubogiego stajemy się coraz bardziej zamożnym i prężnym krajem.

          W ciągu dwudziestu kilku lat odzyskanej suwerenności formowały się swobodnie i rządziły różne opcje, Rządziły, przekazywały spokojnie władzę, gdy większość zdobywała inna opcja. Udało się przejść z gospodarki komunistycznej, sterowanej centralnie, na wolnorynkową, wprowadzono w miarę sensowny administracyjny podział państwa oraz samorządy, wojsko z poborowego przekształcono na zawodowe. Z mądrą polityką międzynarodową staliśmy się państwem liczącym się.
           Ale są siły i środowiska egocentryczne o chorobliwych ambicjach. Ich żywiołem jest nie budowanie, ale rozliczanie komunizmu, walczyły krzykliwie inteligenckie „solidarności walczące”, bohatersko i patriotycznie, oczekiwali orderów, udziału we władzy a są na marginesie. W wolnym państwie uwolnionym od komunizmu powołali IPN, dłubią w archiwach, walczą papierkami a solą w oku jest ten, co komunizm obalił.
            A i twardzi komuniści i ich genetyczni potomkowie nie odpuścili; forteca monowładzy ruszyła do walki z monowładzą, 
            I została obojętna masa oczekująca manny z nieba, podatna na „kościelną ideologię”. Agresywne ideologiczne Radio Maryja nadające z nadajnika na Uralu i wyszarpana tą drogą telewizja Trwam.  Zdołała wykazać się „ideologicznemu Uralowi” skutecznością głębokiego rozbicia społeczeństwa,  głosząc „miłość”, a „sukces” wyłudzania funduszy zwabił hierarchię kościoła episkopalnego, który włącza się do szarpania rosnącego państwa (wystarczy zajrzeć do różnych Gości Niedzielnych, czy Niedziel)

          Wielowiekowe zniewolenie wpoiło w bezwolnej masie ducha anarchii, mieniącej się narodowym patriotyzmem. Wpoiło w masie bierność i wygodnictwo, lekceważenie prawa, lekceważenie uchwalonej w powszechnym głosowaniu Konstytucji, własnych wybranych legalnie władz.
            Państwo rozwija się twórczą energią swych obywateli. Twórczą postawę może wykazać człowiek, którego dom i szkoła wychowały i wykształciły jako jednostkę wolną, otwartą, rozumną i uczciwą. Pierwszą rzeczą jest więc wypracować taką szkołę. 
          Twórczym zadaniem państwa i jego koniecznych urządzeń wewnętrznych nie jest uzależniające rozdawnictwo, ale tworzenie warunków, by obywatele mogli rozwijać własną twórczą energię.

Za wszelką cenę