Wałęsa: bohater, czy bolek

Świat dał mu Nagrodę Nobla, a w kraju darowano by już łaskawie bolkowi, gdyby się tylko przyznał. Że donosił i brał.

Komunizmu jednak już nie mamy, co najwyżej w resztkach głów, teraz skupionych w PiS.

A jakoś nie słychać, że ktoś na donosie bolka ucierpiał (może po tych słowach ruszy fala „skrzywdzonych”)

Ale   ON  SIĘ  NIE  PRZYZNAŁ.

Nie przyznał się, bo robił coś absolutnie innego:

grał z komuną i ją OGRAŁ.

Donosił i brał. Na to, by donieść, trzeba było zasłużyć, bo ci komuniści nie byli durniami. „Ideowców” mieli w partii, ale jak mieli dotrzeć do podziemia? Szukali „szubrawca”, więc brał.

Gdyby upadł na głowę i się przyznał, co głupiego na jego temat zmyślili, to tłum wcale by mu nie wybaczył, ani dał spokój, ale go dobił, choć

już komuny nie ma.

Nie ma nie tylko w Polsce, ale obalono mur berliński, upadły wszystkie „demokracje ludowe”, jeszcze w grudniu 1999 r. ostatnia, krwawa, dyktatura  Ceausescu.

I spokojną mądrą polityką suwerennego rządu wycofały się z baz wojska sowieckie. Nie tylko z Polski, ale – szachujące nas – z NRD.

I tego nie mógł w żaden sposób dokonać żaden inteligent, Morawiecki, Gwiazdowie, Moczulski, … , ani suwnicowa Walentynowicz; i kto tam jeszcze wysuwa się na bohatera.

Żadna Konfederacja, Solidarność Walcząca, czy ta, wtedy, prawdziwa-spontaniczna, jednorazowa.