Podręcznik – Wykład – Internet

           A. Podręcznik jest SPRAWDZALNY w każdym momencie. Masz, otwierasz i widzisz. Dobry podręcznik – mój podręcznik, bije na głowę wszystkie inne pomoce. Jest jak rozmowa, skupia się na sednie przedmiotu lub problemu, rysuje go prosto, często własnym odkryciem.        

           Krótkość to zaleta. Krótkość to nie bryk, ale celność!  Po co komu opasłe tomiska?                                                                    

           Student:   gruba księga odrzuca mnie.   I to jest naturalny odruch i rozsądek.

           Podręcznik jest stale pod-ręką. W każdym momencie możesz do niego wrócić, zajrzeć na szczegół, na problem, na tok myśli. Ważne, celne miejsca zapamiętujesz wzrokowo. Jeśli czegoś szukasz, wiesz gdzie to znaleźć.

Jest najlepszą i najtańszą inwestycją w Twoich studiach.

 

           B. Wykład jest  ULOTNY  i  NIESPRAWDZALNY, ani przed, ani po realizacji. Jednym uchem wpada, drugim wylatuje. Słuchasz i przepada.   A słucha się w rozpraszającym otoczeniu. Gapisz się co ON tam wypisuje

           Kto i jak miałby sprawdzać coś, co dzieje się tygodniami przez cały semestr !?

           Notatki to strzępki; notowanie rozprasza uwagę i odciąga od słuchania. Nie da się słuchać, skupić się na tym i jednocześnie notować.

            Wykład leci nie zważając na ciebie, czy nadążasz. A nadążać nie sposób, bo wiele rzeczy wymaga przemyślenia, zrozumienia. Po każdym wykładzie zostają zaległości, kumulują się. Mówię o wykładzie rozumnym. Ale nawet tego nie ma. Są wypociny losowego wykładowcy.

            Wykład to loteria: przypadkowy wykładowca i równie przypadkowy asystent od ćwiczeń i Ty między nimi.  A formalnie (choć nie merytorycznie) obaj są ważni; to oni decydują o zaliczeniu ćwiczeń, przedmiotu.

           Trzeba się tego pilnować, choć ich wymagania są obciążeniem, nic nie dającym.

           Wykładowców matematyki w uczelni jest ponad setka. Każdy ma swoją matematykę.

           A matematyka jest jedna

 

           C. Internet to wszechobecna, modna złuda. Ułatwia czasem fuksem przeleźć przez ustawione zaliczeniowe i egzaminacyjne „bramki”, ale to nie solidna wiedza i żadne rozumienie. Przeskoczysz i po chwilowej uldze masz kaca.

           W Internecie aż szumi od nazbyt mądrej, niepojętej pomocy, ale najczęściej tandetnej, Wpisujesz „słowo kluczowe” i Internet wyrzuca Ci tysiące pozycji; w ułamku sekundy, czym nie omieszka się pochwalić.

           Ale co to za pomoc, grzebanie w tych tysiącach pozycji? Strata czasu. Potrzebujesz – jednej prostej, wartościowej i skutecznej.

           A gapienie się godzinami w ekran monitora? Nie tylko nadszarpujesz zdrowie (bezruch, oczy, jaskra), ale wpadasz w uzależnienie.  Wydaje Ci się, że jeszcze to jedno kliknięcie już Cię uszczęśliwi; już znajdziesz całą tajemnicę nauki

 

           2. Nieproszeni pomocnicy.

           Po wątpliwej wartości wykładzie – płatne kursy powtórkowe. To co spartaczyła uczelnia i wykładowca, a Ty dozwoliłeś, dobije kurs powtórkowy. A Ty zapłacisz.

            Korepetycje? To rozmazywanie. Każdy korepetytor widzi po swojemu, a w Twojej głowie kociokwik. I kosztuje.

           W szkole nie było rady, bo to cała edukacja zbankrutowała. Póki jest Podstawa Programowa i urząd CKE, póki nie ma mądrych podręczników szkolnych, póki nauczyciel i szkoła nie mają podmiotowości, jedyną drogą ucznia jest rozsądek i spryt.

          Na studiach – dobry podręcznik i doza sprytu. Podręcznik zapewni wiedzę; spryt – przeskoczyć pułapki zastawione przez wykładowcę i uczelniany tryb.

           A najlepszym wyjściem byłby INDYWIDUALNY TOK STUDIÓW w matematyce. Sam odkrywasz matematykę z dobrego podręcznika i zdajesz test komputerowy (żaden matematyk Cię nie utrąci) albo jeszcze prościej OŚWIADCZASZ, ŻE JESTES PRZYGOTOWANY (tu nie przejdzie kłamstwo, bo zaraz na teorii technicznej wyjdzie na jaw). Potrzeba tylko odwagi, a sukces zapewnia doskonały mój podręcznik (nawet w szerszym zakresie, niżby to było z wykładów)

           Taki indywidualny tok studiów proponowałem rektorom w dwóch uczelniach, Politechnice Wrocławskiej i Politechnice Warszawskiej. Po chwilowym zdumieniu przygniatała sztampa; utrącali pomysł zawsze matematycy.

           (indywidualny tok studiów jest wpisany w plany wielu uczelni, tyle że bezmyślny, dostępny od trzeciego roku studiów, gdy wiedza matematyczna – jeśli taka w ogóle była – dawno wywietrzała z głowy)