Harward
na wyciągnięcie ręki

 
 

Bezdroża kształcenia wyższego
(o politechnika
ch)

           Mówię o politechnikach, gdyż są to szczególne uczelnie. Od nich zależy materialny rozwój kraju. Ich stan decyduje o rozwoju.

          W nich kultywuje się i rozwija myśl techniczną i tu nabywa się wiedzy i umiejętności inżynierskich.

         

           Są to poza dwoma uczelnie powstałe po wojnie. Rozwijały się i rosły prowadząc na wydziałach równoległy tryb kursów inżynierskich i magisterskich. Kłopoty pojawiły się po zarządzeniu masowości studiów na progu odzyskania suwerenności 1990 r., motywowanym po zastoju PRL koniecznością zwiększenia liczby osób z wyższym wykształceniem. Była to ciężka próba dla wyższych uczelni a szczególnie dla politechnik: podwojony nabór a potem nawet potrojony, a więc o znacznie obniżonym przygotowaniu wstępujących przy prawie tej samej liczebności kadry.

           Jakoś załatana masowość funkcjonowała w pierwotnych dwóch poziomach, inżynierskim i magisterskim. Jednakże narzuconymi z UE tzw. Procesami Bolońskimi równoległy tryb kształcenia inżynierski i magisterski został na początku XXI w. zmieniony na liniowy inżynierski-magisterski. Procesy narzuciły też oparcie kształcenia na pustych hasłowych programach przedmiotów z przypisaną im z góry wartością w punktach.

 

           W tej masowości studiów zapanowała płytka forma zdobywania, raczej dyplomu, niż wiedzy, wysłuchiwaniem wykładów. W teoriach technicznych z braku dobrej, przystępnej literatury może konieczna, ale w matematyce NIE. Istnieją bowiem teraz doskonałe podręczniki politechnicznej matematyki. Jednak łączenie osobistego studiowania z obowiązkiem słuchania i zaliczania wykładu z przypisanymi ćwiczeniami nie tylko obciąża nadmiernie studenta, ale kłóci się ze sobą, tempem, ale i ujęciem. Szablonowy wykład kłóci się bowiem z dojrzałą, celną myślą podręcznika, jak też duchem żywej techniki. Właściwym rozwiązaniem byłoby ustanowienie indywidualnego toku studiów w matematyce, uwolnionego od ingerencji matematyków. O taki tryb od wielu lat zabiegam; zagraża on jednak interesom klanu matematyków. 

            Wykład jest najgorszą z dróg zdobywania wiedzy. Wykład ma wrodzone, nieusuwalne wady. Jest ulotny i niesprawdzalny ani przed realizacją, ani po (bo kto i jak miałby to robić przez całe semestry, u tylu wykładowców). W biegu wykładu nie ma też żadnej możliwości przemyślenia niebanalnej przecież materii. A matematycy bazują dziś na standardowych programach kursów. Standardy i  programy przedmiotów zamieniły wiedzę w zbiór haseł do odfajkowania. Nie ma w nich spójności myśli matematycznej, nie ma intuicji ani miejsca na nią.  

          Marne, wciskane na siłę skrypty koterii, która opanowała Instytut Matematyki (teraz już Wydział), utrwaliły marne efekty. To jest główny powód utrzymywania się niskiego poziomu kształcenia matematycznego i słabości kształcenia technicznego. Niedołężne wydziały Uczelni skazane są na matematyczny dyktat koterii dyletantów, wyhodowanej przez siebie. 

          Koterii przysłużyła się bardzo przyjęta w pierwszej dekadzie nowego stulecia dyrektywa UE tzw. Procesów Bolońskich. Procesy dały podstawy prawne programom przedmiotów i bylejakości wprowadzonej wcześniej owym masowym „Standardem”.

          Procesy wprowadzając dwustopniowy system kształcenia zniszczyły wypracowane konsekwentne, zharmonizowane plany studiów; wywróciły porządek planów. Na pierwszy, inżynierski, stopień, zakreślony na 7 semestrów, przewidziano znacznie okrojony i spłycony, ów standardowy zakres matematyki.  Na drugim zaś, magisterskim stopniu, albo w ogóle nie ma matematyki albo daje się skrawki wyższych teorii matematycznych, które zawisają w próżni, bo pierwszy stopień nie dał podstaw, a te strzępki, które dał, dawno uleciały z głów (po zaliczeniu: stereotypowe „mam ją z głowy”)

          Matematyka stała się bramą bylejakości.

          Dyletanckim władzom Uczelni koteria dogadza. Koteria wrosła w Uczelnię.

           I znany mi jest cały ten proces; dział się przy mnie. Mam dokumenty etapów niszczenia.

 

           Koteryjne stosunki w środowisku matematyków ściągają podstawowe cele politechniki na różne wydumane, szumne namiastki. 

 

             
  .... 

Oto ich przykłady.

          1.
SKP (Studium Kształcenia Podstawowego), które złamało życie tysiącom zwabionych i oszukanych bylejakością młodych ludzi (to dzieło Janusza Górniaka; nie jedyne). Skasowane wreszcie odgórnym zarządzeniem.
 
          2. Dolnośląskie Regionalne Konferencje: matematyka, fizyka i chemia w szkole i na studiach. Cykliczna impreza mająca rzekomo uzdrowić upadłą edukację i podnieść poziom kształcenia politechnicznego. Odbyto 12 Konferencji. Szumna impreza  skończyła się blamażem zerowego dorobku.  Do owego „uzdrawiania” zabrały się instytucje i osoby nie mające pojęcia o rodzaju i przyczynach upadku:  politechniczni karierowicze, wrocławska Delegatur CKE; wciągnięte do firmowania: Uniwersytet, Zarząd Miasta i Kuratorium. Dla „uświetnienia” zaproszono z UW „Latającego Holendra” prof. Zbigniewa Marciniaka, profesora matematyki wciskającego sie gdzie tylko się da (prezes Państwowej Komisji Akredytacji, v-ce minister edukacji i zaraz potem v-ce min. Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a równocześnie "spec" od Podstawy Programowej i PISA i jeszcze gdzie go nie ma) . Konferencję zapełniali nauczyciele przedmiotów z dolnośląskiego regionu, kształceni – jak wszyscy inni – w pustych uniwersytetach pedagogicznych.  

          3. Własne uczelniane Gimnazjum i Liceum. Nie potrafiąc wywiązać się z własnej podstawowej funkcji kształcenia inżynierów, chce naprawiać edukację, na tej samej, szkodliwej, zapchanej państwowej Podstawie Programowej, rynkowych podręcznikach i CKE, czynnikach od lat niszczących edukację.

          4. Siermiężny, sfilmowany wykład matematyki J. Górniaka w 90 odcinkach,  zrealizowany w studenckim STYK, na subwencji Uczelni (ględzenie przed trójnożną tablicą, na początek straszenie całką, a potem szablonowy prymitywny wykład; strata czasu). 

          5. Studium TALENT (jakby talentu można było kogoś nauczyć). Prowadzony przez tych samych matematyków, nieudaczników

           6.
Ogłupiające kursy przedmaturalne
Na te dwie ostatnie „imprezy” wali do Politechniki co tydzień tłum ogłupionej i ogłupianej młodzieży.

            Inne uczelnie techniczne są wolne od koterii matematycznych, ale  ich wydziały matematyczne lub instytuty matematyczne dominują nad technicznymi wydziałami i narzucają swój płytki szablon matematyki.  Znam wszystkie większe uczelnie techniczne południowo-zachodniej Polski, bywałem w nich wielokrotnie:: Poznań , Łódź, Warszawa, Kraków, Katowice, Gliwice, Opole, Zielona Góra, a również Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie.


                                            J.  M.              J. M. 2             J. M. 3