Harward
na wyciągnięcie ręki

 
 

Bezdroża kształcenia wyższego
(o politechnika
ch)

           Mówię o politechnikach, gdyż są to szczególne uczelnie. Od nich zależy materialny rozwój kraju. Ich stan decyduje o rozwoju.

          W nich kultywuje się i rozwija myśl techniczną i tu nabywa się wiedzy i umiejętności inżynierskich.

          Ta druga funkcja politechnik jest dziś mocno zniekształcona i w życiu znacznie obniża wartość i skuteczność osiągniętej wiedzy i umiejętności.

           Tłumi też rozwój kadry naukowej, technicznej. 

           Znacznemu zniekształceniu uległa organizacja toku studiowania, jak też tryb dochodzenia do wiedzy i umiejętności. W przedwojennej Polsce główną drogą zdobywania wiedzy było studiowanie, czyli osobiste zaangażowanie w znalezienie źródeł wiedzy i ich studiowanie. Źródłami była przede wszystkim literatura fachowa, z bibliotek; wtedy głównie obcojęzyczna. Wykłady były pomocniczą formą wytyczającą kierunek i zakres wiedzy, którą student miał posiąść.

          Dziś, w masowości studiów, zapanowała płytka forma zdobywania  raczej dyplomu, niż wiedzy wysłuchiwaniem wykładów. W teoriach technicznych z braku dobrej, przystępnej literatury może konieczna, ale w matematyce NIE. Istnieją bowiem teraz doskonałe podręczniki politechnicznej matematyki.

           Zdobywanie wiedzy poprzez słuchanie wykładu jest najgorszą z dróg. Wykład ma wrodzone, nieusuwalne wady. Jest ulotny i niesprawdzalny ani przed realizacją, ani po (bo kto i jak miałby to robić przez całe semestry). W biegu wykładu nie ma też żadnej możliwości przemyślenia. A matematycy bazują dziś na standardowych programach kursów. Standardy i  programy przedmiotów zamieniły wiedzę w zbiór haseł do odfajkowania. Nie ma w nich spójnej budującej myśli matematycznej. 

          Marne wciskane na siłę skrypty koterii utrwaliły marne efekty. To jest główny czynnik utrzymywania się niskiego poziomu kształcenia matematycznego i słabości kształcenia technicznego. Niedołężne wydziały Uczelni skazane są na matematyczny dyktat koterii dyletantów, ukrytej od czasu umasowienia studiów za owymi skryptami. 

          Koterii przysłużyła się bardzo przyjęta w pierwszej dekadzie nowego stulecia dyrektywa UE tzw. Procesów Bolońskich. Procesy w pewnym sensie dały formalne podstawy bylejakości wprowadzonej 10 lat wcześniej owym masowym „standardem”.

          Procesy wprowadzając dwustopniowy system kształcenia zniszczyły wypracowane konsekwentne, zharmonizowane plany studiów; wywróciły porządek planów. Na pierwszy, inżynierski, stopień, zakreślony na 7 semestrów, przewidziano znacznie okrojony i spłycony, ów standardowy zakres matematyki.  Na drugim zaś, magisterskim stopniu, albo w ogóle nie ma matematyki albo daje się skrawki wyższych teorii matematycznych, które zawisają w próżni, bo pierwszy stopień nie dał podstaw, a te strzępki, które dał, dawno uleciały z głów (po zaliczeniu: stereotypowe „mam ją z głowy”

          Matematyka stała się listkiem figowym bylejakości.

          Dyletanckim władzom Uczelni koteria dogadza. Koteria wrosła w Uczelnię.

           I znany mi jest cały ten proces; dział się przy mnie. Mam dokumenty etapów niszczenia.

 

           Koteryjne stosunki w środowisku matematyków ściągają podstawowe cele politechniki na wydumane, szumne inicjatywy.  „” –

 

             
  Oto owe inicjatywy:

          1.
SKP, (Studium Kształcenia Podstawowego), które złamało życie tysiącom zwabionych młodych ludzi (to dzieło Janusza Górniaka; nie jedyne). Skasowane wreszcie odgórnym zarządzeniem.
 
          2. Dolnośląskie Regionalne Konferencje: matematyka, fizyka i chemia w szkole i na studiach. Cykliczna impreza mająca uzdrowić upadłą edukację i podnieść poziom kształcenia politechnicznego. Odbyto 12 Konferencji. Szumna impreza  skończyła się blamażem zerowego dorobku.  Do „uzdrawiania” zabrały się instytucje i osoby nie mające pojęcia o przyczynach upadku: politechniczni karierowicze, wrocławska Delegatur CKE; wciągnięte do firmowania: Uniwersytet, Zarząd miasta i Kuratorium. Dla „uświetnienia” zaproszono z UW „Latającego Holendra” prof. Zbigniewa Marciniaka; Konferencje zapełniali ogłupieni nauczyciele przedmiotów z dolnośląskiego regionu.

          3. Własne uczelniane Gimnazjum i Liceum. Nie potrafiąc wywiązać się z własnej podstawowej funkcji kształcenia inżynierów, chce naprawiać edukację, na tej samej, zapchanej państwowej Podstawie Programowej, rynkowych podręcznikach i CKE, czynnikach od lat niszczących edukację.

          4. Siermiężny, sfilmowany wykład matematyki J. Górniaka w 90 odcinkach,  zrealizowany w studenckim STYK, na subwencji PWr.

                   5. Studium TALENT (jakby talentu można było kogoś nauczyć). Prowadzony przez tych samych matematyków, nieudaczników

          6.
Ogłupiające kursy przedmaturalne
Na te dwie ostatnie „imprezy” wali do Politechniki co tydzień tłum ogłupionej i ogłupianej młodzieży.
 
 
     J.  M. J. M 2                                     <GiS>