Reforma Krygowskiej a bourbakizm

        To oryginalne słowo – bourbakizm – nie przypadkiem pojawiło się w kontekście edukacji; oznacza znamienny prąd w zachodniej nauce XX wieku; w edukacji połączył się z psychologizmem Piageta. Ów prąd był właśnie inspiracją radykalnej reformy nauczania matematyki w latach 60. ub.w., zwanej od jej twórczyni reformą Krygowskiej; reformy, która unowocześniając tradycyjne nauczanie matematyki mimo woli wywołała chaos w całej edukacji. Konsekwencje owej reformy mamy dziś.

  Rozwój matematyki, królowej nauk, był od wieku XVII do połowy wieku XX tak ogromny, że wymykał się systematyzacji; stał się niemożliwy do ogarnięcia. Grupa najwybitniejszych matematyków zachodnich początku XX w., przyjąwszy zbiorowy pseudonim Nicolas Bourbaki, zabrała się za uporządkowanie całego dorobku matematyki, a oparła porządkowanie na najbardziej pierwotnym pojęciu zbioru. Do połowy ub.w. pojawiło się ponad 50 tomów Bourbakiego, zawierających usystematyzowaną całość dzieła matematyki (z tej serii mam 12 głównych dzieł). Na zbiorach oparta jest teoria przestrzeni matematycznych i przekształceń w nich, w tym polu rozgrywa się matematyka (Nicolas Bourbaki – średniowieczny awanturnik).

  Entuzjastom bourbakizmu w edukacji wydawało się, że pojęcie zbioru, działań na nich a także najprostszych przestrzeni i przekształceń w nich jest tak proste, że można je przenieść do szkól powszechnych. Mająca kontakt z owymi ośrodkami na zachodzie Zofia Krygowska, wówczas profesor WSP w Krakowie, podjęła się na przełomie lat 50-60. zrealizowania idei. Dokonała tego we współpracy i wsparciu zachodnich koryfeuszy nauki i pedagogiki (Dieudonne i Choquet – członkowie grupy Bourbakiego, Servais, Gategno, Papy, Dienes, Freudenthal oraz Piaget – psycholog, który chcąc pomóc edukacji wzniósł do niej pustoszącego dżina psychologizmu). Terenem reformy była geometria. Krygowskiej udało się nie tylko wypracować w miarę spójną geometrię w nowoczesnym ujęciu, ale uzyskać zgodę ówczesnych władz komunistycznych na tak radykalną zmianę programów nauczania matematyki. O dziwo, komunistyczna Polska stała się na wielką skalę poligonem doświadczalnym zachodnich idei. 

  Euforia reformą, jaka ogarnęła górną cienką warstwę elity oświatowej, zaraziła całą edukację; spowodowała ekspansję tej „nowoczesności” na inne przedmioty i na system kształcenia nauczycieli, z żałosnym skutkiem dla wszystkich. Z jej spadkiem edukacja boryka się do dziś, nie rozumiejąc genezy.

  Zanim ukazały się poważne negatywne skutki, entuzjazm ucieleśniania się swych idei zawładnął oświatą zachodnią. Kłopoty polskiej reformy uznano za wynik zacofania doświadczalnego poligonu. Jednakże zasadniczy fałsz idei dał również na zachodzie podobne skutki; zachodnio-europejskie edukacje są w podobnej, rozchwianej sytuacji. Teraz słane stamtąd bolońskie i ONZ-towskie rady i dyrektywy, bez rozumienia prawdziwej przyczyny upadku, jeszcze bardziej edukacje pogrążają.

  Zgłębieniem problemu upadku edukacji zajmuję się właśnie w mej witrynie.

 Dla przybliżenia idei owej reformy wyjaśnię jej pole i główne założenia. Polem jest nowoczesna geometria, oparta na pojęciu przestrzeni matematycznej i na przekształceniach w nich. Najprostszymi i niemal dotykalnymi przestrzeniami są tzw. przestrzenie metryczne i afiniczne, a najprostszymi przekształceniami – przesunięcie i obrót, zachowujące miarę, a także przekształcenie przez podobieństwo (afiniczne), zmieniające miarę liniowo, jak zmiana skali. 
        Przestrzenie są zbiorami z nadaną strukturą, więc całość oparto o zbiór, pojęcie abstrakcyjne, w matematyce pierwotne i podstawowe.

Ta nowoczesna geometria zastąpiła tradycyjną geometrię euklidesową, uprawianą od ponad dwu tysięcy lat, a jeszcze do niedawna u nas w szkołach średnich. Nowa geometria swym ciężarem nowoczesności przygniotła jednak nie tylko elementarną algebrę (pod którą rozumie się w szkole również elementarną teorię funkcji), ale też użyteczną trygonometrię, którą niemal wypchnęła.

Co gorsza, pomyślana dla klas w jedenastolatce odpowiadających gimnazjum i liceum, wdarła się euforią nowoczesności z podstawowym dla matematyki pojęciem zbioru do szkoły podstawowej, a  nawet do samych podstawowych klas 1-3. Wielkie umysły opanowała dziwna aberracja: zbiór podstawa matematyki stała się w tej aberracji podstawą nauczania matematyki. Stąd  w „nowoczesnych” tzw. zeszytach pracy dla maluchów z klas 1-3 owe rysunki pętelek zbiorów (żabek, żuczków, listków), którymi usiłuje się dziś wprowadzać pojęcie liczby, ale też grafy, „drzewka” i same zbiory użyte do osadzenia i ilustracji liczb i działań na liczbach: łączenie zbiorów miało ilustrować dodawanie, a graf skierowany był namiastką działań.  
        System dziesiętny wyłaniający się klarownie przy użyciu patyczków i ich wiązek i oparty na nim cały sprawny rachunek arytmetyczny zastąpiono magią zbiorów, podstawowego pojęcia wysokiej matematyki, które dopiero tam – w wysokiej matematyce – może ukazać swoją doniosłość, moc, sens i wartość.

Odtąd dzieci tej nowej arytmetyki nie były i nie są w stanie pojąć, a w dodatku pomoc rodziny i środowiska została radykalnie odcięta, bo ta „nowa matematyka” była i jest dla nich czarną magią.

Była ona też czarną magią dla nauczycieli; trzeba ich było pospiesznie szkolić i rozpoczęła się tragedia demontażu sprawnego dotąd systemu kształcenia nauczycieli, krwioobiegu edukacji. Obcy dla naturalnej edukacji element rozsadził ją. Powstał dzisiejszy chaos.

 W ogólnym społecznym aspekcie reforma lat 60.-70 podzieliła społeczeństwo polskie na dwa wiekowe odłamy:
        – starsza część społeczeństwa, która swe wykształcenie zdobyła przed ową reformą, a szkoła była dla niej naturalnym i pożytecznym etapem swej młodości, żyje teraz w błogiej nieświadomości, co się z nią stało później; dziwi się co najwyżej nieustannym w niej harcom.
        – część młodsza, która nie zetknęła się z prostą i racjonalną edukacją, jest przekonana, że była ona zawsze czymś niepojętym, koniecznym tylko do uzyskania świadectwa dojrzałości (bez dojrzałości). Wieści o przedwojennej edukacji przyjmuje jak bajki o żelaznym wilku.

Edukacja nie może się podnieść, bo nadal wpatrujemy się bezkrytycznie w Zachód, gdzie edukacja jest w gorszym jeszcze stanie. 

    Oto tragedia Polski.