Rozwój czy katastrofa  
     
            Jaki to rozwój, skoro od dziesiątków lat wszystko się łata, sztukuje, wprowadza wszelakie wspomagania, popycha i żga hasłami aktywizacji, innowacyjności, kompetencji, ustawicznego kształcenia, wydusza strzępki „wiedzy” natrętnymi testami.   
 

A wszystko na oczach upada.

 
            Skoro edukacja nie jest w stanie w zwykłych warunkach człowieczej kondycji wypełnić swego koronnego zadania: przygotowania młodych pokoleń do prostego użytecznego życia, ani do wyższych zamierzeń i  form działania. Zadania, z którym kiedyś, z nieosiągalnym dziś poziomem, nie było żadnych problemów. 
     . 
 
 

Nie jest w stanie, bo weszła na błędną, katastrofalną drogę łamania

 
 

naturalnego łożyska wzrastania

 
          Za nic ma wnoszone do szkoły bogactwo zdobyte – przez  bezpieczne w rodzinie dziecko – wrodzoną człowiekowi żywotnością, naturalnym jej naporem i czuciem i naturalnymi przymiotami chłonności i giętkości umysłu dziecięcego.
        Łamie je bezrozumnym pędem ku mrzonkom nowoczesności.
Łamie – przyrodzony nie tylko gatunkowi ludzkiemu – instynkt chronienia potomstwa.  Rozporządza życiem ludzkim niemal od embrionu.  Za nic ma naturalne zdolności, naturalną prężność i naturalny potencjał poznawczy młodego umysłu. Eksploatuje je dla bezwartościowych wymysłów.

         

 
 

          Nie jest w stanie, gdyż woluntarystycznym programowaniem i technologią usunięto podstawową wartość – rozumienie, czym jest nauczanie i godność w wychowaniu.

        Zagubiono rozumienie, czym jest proces poznawania i zniszczono niezbędne jego warunki. Zagubiono, zafałszowano kanon kulturowy i cywilizacyjny leżący u podłoża nauczania. Zlekceważono i zagubiono dorobek pedagogiki. W lekceważeniu zanikła pamięć o własnej, sprawnej i sprawdzonej szkole, o systemie oświatowym z jego mądrymi formacjami nauczycielskimi, wypracowanymi w międzywojennym dwudziestoleciu niepodległości. 

        Zlekceważono godność pozbawiając naturalnej swobody życia, zastępując godność namiastkami programów, bodźców, i-padowej kontroli

        W powstałej próżni kleci się buńczucznie namiastkę edukacji „nowego tysiąclecia”, edukacji sztucznej, nieludzkiej, technologicznej i kształci podatną manipulacji miazgę nauczycielską w wyalienowanych uniwersytetach pedagogicznych. Pojawiła się światowa hierarchiczna kasta „budowniczych edukacji trzeciego tysiąclecia”; kasta technologów całkowicie oderwana od styku z dzieckiem, uczniem, nauczaniem. 

        Jej szyldem NAUKOWOŚĆ  i  ROZWÓJ, a dewizą – nie człowieczeństwo – ale  KAPITAŁ LUDZKI  i  MATERIAŁ  LUDZKI. 

       Naczelnym narzędziem  nowoczesnej wiary w technologię jest programowanie. Wszystko się programuje, kształci wykonawców programów  i święcie wierzy w spełnienie. Ale spełnienia nie ma. Jest odarcie z wartości, spłycenie,  zbanalizowanie, miałkość. Ruina i bankructwo mentalne.

        Dyrygująca tym butna, bezwstydna elita oświatowa, naukowa i polityczna ćwierćwiecza suwerenności „oxfordzkimi ” dyplomami broni do upadłego swego nędznego, rachitycznego płodu technologicznego i swych karier.  

    Zniszczenie objęło wszystkie aspekty edukacji. Jest tak głębokie, że wypaczyło język. Stworzyło orwelowską edukacyjną nowomowę, w której nie da się wyrazić  rzeczywistości edukacji. Dla nowomowy rzeczywistość nie istnieje. Nowomowa służy pustosłowiu debat, komisji, konferencji; celebrowaniu ich; w gromadzie-tłumie rozmywa osobowe wartości i osobową odpowiedzialność. 

        Edukacyjną nowomową majstruje się szczudła edukacyjne, które nie uczą, nie rodzą rozumienia ani inteligencji. Pisze się w niej programy, wypaczone podręczniki, na niej powstało żerowisko i plaga rynkowych, rzekomych pomocy dydaktycznych. Nowomową testów centralnych  przygniata szkołę, wymusza pozorne efekty, a przerzuty tej, pożal się Boże, metodyki na szkołę niszczą proces nauczania.

        W tej upadłej oświacie-edukacji od ponad półwiecza kształcą się pokolenia. Z nich rekrutują się elity-kasty oświatowe, naukowe i polityczne. W ich rękach edukacja, ale i życie społeczne pada coraz głębiej.  

      Z tak kształconych kast władza dobiera swoje kancelarie. Departament spraw obywatelskich KPRM, do którego z reguły trafiają moje pisma do premiera o katastrofie edukacji, stworzeniu zdrowej, ma swoje formułki odbijania pism. Produkt katastrofy nie rozumie, nie widzi katastrofy. Nie widzi, że katastrofą są już jego formułki. 

        Ale prawda o edukacji musi do naczelnych władz dotrzeć. Dotrzeć może tylko w bezpośrednim spotkaniu. Narosło za dużo barier i fałszu, by było to możliwe na odległość.

        Nie może być, by Polska zmarniała.

        

 

        Hm. Pisałem to za ministrowania Kluzik-Rostkowskiej, około 2013-2014 r.

        Zmienił się rząd i udało mu się wgnieść edukację w jeszcze większe bagno.

        Nie tylko edukację, bo zrujnował już podstawowe ogniwa istnienia państwa. Robi to partia jednego człowieka i jego „zgranej” drużyny. Głosząc w swej biografii sprzeciw wobec MONOWŁADZY, tę MONOWŁADZĘ buduje w ekspresowym tempie. Głosi z tupetem, że zdobytej władzy nie odda. Wszedł w korkociąg czterech kolejnych wyborów i mając wszystkie środki masowego przekazu rozwinął całą moc swoich łgarstw. Robi to w sojuszu z kościołami dyrygującymi Bogiem (są dwa: rydzykowy i episkopalny; w sojuszu z MONOWŁADZĄ..