Rozpoczynasz  studia
Zrób to mądrze

Ryszard Nowakowski – Wrocław
Witam w mojej niezależnej witrynie

Walczę o: 

            – uzdrowienie chorej edukacji

            – podniesienie matematyki do naturalnego fundamentu teorii technicznych

          w tle: moja Polska

          Witryna działa od 2004 r.


Autorskie Wydawnictwo
ALEF

(ALEF to matematyka, dla politechnik)
Rok założenia 1998
„Nareszcie ktoś mówi do mnie tak,
 abym rozumiał”

kontakt  e-mail:  nowalef@wp.pl
 

          Ciężka choroba edukacji jest wynikiem głębokiego upadku myśli pedagogicznej, zarówno w odniesieniu do samego procesu nauczania, jak kształcenia nauczycieli. Myśl ta w dramatycznych losach kraju, po wojnie poddanego obcej ideologii uległa naukowym mrzonkom, które otwarły drogę nowoczesnym odhumanizowanym wymysłom mierzenia człowieka liczbą punktów.  .

           Bo mieliśmy w niepodległym międzywojennym dwudziestoleciu, od samego początku szkołę stworzoną  pozytywistyczną pracą od podstaw ostatnich lat niewoli. Stworzyły ją, żywą, w bezpośredniej pracy z dziećmi siłaczki , falscy i rusieccy, oświatowi judymowie. Nie miała równych w zachodnim świecie, który w swej ciągłości istnienia nie odczuwał potrzeby zmian. W niej się uczyłem. \

          To nie mrzonki młodości, ale twarde fakty. Bo przy mnie to rujnowanie oświaty się działo. Nie tyle z obcej narzuconej po wojnie ideologii, co z ciągot do zachodu i nowoczesności. Myśl pedagogiczna uległa  bowiem, jeszcze w PRL, zachodnim naukowym prądom, pozostawiając po sobie chaos.

          Ten chaos porządkowano – już w odzyskanej suwerenności – nie zwrotem do własnej zdrowej myśli pedagogicznej, ale spisaniem haseł treści nauczania w tzw. Podstawie Programowej i przemianowaniem patriotycznym oświaty na edukację. 

           Słabe po 6 latach wyniki uznano za opieszałość szkół, nauczycieli i uczniów i zdyscyplinowano powołaniem urzędu  CKE (Centralną Komisję Egzaminacyjną). Zmieniono też ustrój szkolny dzieląc okres 12-letni na cztery etapy, wprowadzając pośredni etap gimnazjum, tylko nazwą przypominające przedwojenne. Podstawa Programowa łącznie z CKE stworzyły technologiczny system, w którym nie ma osoby, ale numer i punkty etapowego testu; nie horyzont umysłu, ale technologia. Zamiast wiedzy i rozumienia – bezwartościowa sztuka rozwiązywania testów i łapania punktów.


Wybory 2019

Co z Tobą Polsko?
 

          Upadek pedagogiki szedł razem ze zmianą modelu rodziny. Gdy oboje rodziców pracuje zawodowo powstaje problem opieki nad dzieckiem, rozwiązywany żłobkami i przedszkolem, włączonym już teraz do systemu szkolnego. Rozwój naturalny w swobodnym dzieciństwie zastąpiono programami, sztucznym tworem upadłej pedagogiki. Złamano podstawowe biogenetyczne prawo chroniące wczesny wiek dziecięcy, ustalony doświadczeniem na 6 lat, okres w którym dziecko – bezpieczne w rodzinie – samoistnie wtapia się w otaczający go świat i jego prawa i to naturalne doświadczenie wnosi do szkoły. Zrabowane dzieciństwo pedagogika zapełnia sztucznymi programami.

           Szkoła, do której już teraz dziecko przechodzi z przedszkola, różni się jedynie intensywnością ładowanych obrazków fikcyjnego świata w 400-stronicowym Naszym Elementarzu w czterech sezonowych częściach, ogromnego formatu.  Ma uczyć czytania, ale usiłuje robić to kojarzeniem wprowadzanych kolejnych liter alfabetu z podanymi kilku słowami zawierającymi daną literę, choć tych pomocniczych słów dziecko przecież też nie odczytuje. O pisaniu nie ma mowy. Nasz Elementarz uczy też rzekomo arytmetyki nazywanej szumnie matematyką. Jest ona wetknięta w Elementarz obrazkami cyfr, bez jakiegokolwiek skojarzenia z liczbą i działaniami. Do napisania tej części autorka, którą to przerastało, dobrała inną analfabetkę. Tu ma początek nowy zator matematyczny edukacji.

          To świat barbarzyński w porównaniu z Elementarzem Falskiego lub Zbiorkami arytmetycznymi Rusieckiego.

 
 

          Zupełnemu zniszczeniu uległ mądry przedwojenny system kształcenia nauczycieli, wyodrębniony w seminariach nauczycielskich, niższym dla klas 1-3 i wyższym dla klas 4-6(7). Nie były one bowiem pochodną nauki, ale rodzicielstwa i – z kolei – rzemiosła. Dopiero nauczycieli gimnazjum i liceum kształcił uniwersytet. Dziś całość kształcenia nauczycieli objęły tzw. uniwersytety pedagogiczne, „awansowane” z niedawnych akademii pedagogicznych chorymi ambicjami na fali sztucznego podnoszenia rangi z PRL-owskich WSP. Miałkość myśli pedagogicznej w tych uniwersytetach pedagogicznych wprost wyłazi z ich naukowych czasopism (np. krakowskiej Didactica Mathematicae) .  

         Tamta przedwojenna myśl pedagogiczna i tylko ona – swoją naturalnością – może być wzorcem dla odbudowy. Można to zrobić w czasie rządów uczciwych i światłych. Rządy PiS są rządami jednego człowieka opętanego żądzą władzy.

 
STUDIUJESZ ?
Czy tylko zaliczasz?

          Kształcenie wyższe, politechniczne, odżywające po wojnie, doznało w odzyskanej suwerenności dwóch wstrząsów: własne, zarządzone nagłe umasowienie studiów (1990 r.) oraz – unijne z tzw. Procesów Bolońskich lat 2001-2010 – zmieniające dojrzały model równoległych studiów inżynierskich i magisterskich na model liniowy inżynierski-magisterski, z narzuceniem  hasłowych programów przedmiotowych, którym z góry przypisano  punktową miarę wartości. Może dla jednolitości Unii potrzebne, ale wymagające nie podjętego  dopracowania w kraju.

           Obydwa odbiły się niekorzystnie  – choć każda  w inny sposób –  na poziomie kształcenia, szczególnie na politechnikach (które wyróżniam, gdyż od nich, ich poziomu, zależy materialny rozwój kraju).

          Poszczególne politechniki radziły sobie z umasowieniem zwyczajnie dodając na ogół wstępne kursy wyrównujące. Najgorzej postąpiła Politechnika Wrocławska wybierając model o z góry obniżonym standardzie. Model zgłoszony przez kilku pracowników Instytutu Matematycznego, oparty na narzuconych, obowiązkowych skryptach ich autorstwa i wydawnictwa. Powstał  monopol a na nim koteria, która na długie lata opanowała Uczelnię i zostawiła swoje niszczycielskie piętno. Mizerne wyniki łatano zsyłaniem na płatne kursy powtórkowe, wielokrotne, „aż do skutku”  i to nawet z teorii technicznych, które bez dobrego fundamentu matematycznego nie dają się prawidłowo przekazać. 

 
 

         Otrzymawszy w 1995 r., już jako emeryt, wykłady na studium zaocznym zetknąłem się bezpośrednio z owym masowym kształceniem. Rozpocząłem twardą walkę o podjęcie w Instytucie Matematyki generalnej dyskusji. Napotkałem silny opór nie tylko kierownictwa. Bylejakość była dla pracowników wygodna.

           Była to walka daremna i czas stracony. 

           Wysiłek skierowałem na pisanie podręczników matematyki, by dać alternatywę. Udało mi się znaleźć mądrych sponsorów, którzy pokryli druk pierwszych trzech podręczników. Zdobyłem fundusze i niezależność; założyłem własne wydawnictwo ALEF (1998 r.). 

            Nie poprzestawałem na pierwszych wersjach; dopracowywałem nowe, lepsze, mimo niewyczerpania wcześniejszego nakładu. Skupiłem szczególną uwagę na podręczniku początku studiów, by mógł wciągnąć do samodzielnego odkrywania.

.           I dopiąłem tego:  Nareszcie ktoś mówi do mnie tak, abym rozumiał.  

            Koteria, która je uporczywie bojkotowała, przyczyniwszy Uczelni przez ponad ćwierć wieku ogromnej szkody, stopniowo odchodzi; szef koterii i pomocnik są już na emeryturze, nadal ważni  Młodsi w powstałym po rozbiciu Instytutu, nadal blokującym rozwój Uczelni wraku, Wydziale Matematyki, skupiają się na swych karierach, a nie jakości wiedzy. A ustny wykład niewiele daje możliwości. 

 
 

          Upadła edukacja nie stanowi mimo wszystko bariery dla studiów technicznych. Dziś młody człowiek zdobywa dojrzałość nie tyle maturą, co żyjąc w rozwiniętej cywilizacji. Przygnieciony chorą edukacją przygody intelektualnej oczekuje od studiów wyższych.

          Jednak już na samym wstępie, w matematyce, zderza się z podobnym  gniotącym, werbalnym stylem kształcenia, w którym nie ma miejsca na samodzielność, przemyślenie i refleksję. Tygodniowe porcje wykładu nie składają się nijak na spójną, zrozumiałą wiedzę. Niską frekwencję na wykładach podnosi się zarządzeniem obowiązku obecności na wykładach. Przymus nie jest jednak drogą poznawania.

          Matematykę  można tymczasem odkryć samemu; odkryć z dobrego  podręcznika. Czytasz uważnie, może trudniejsze miejsca raz i drugi, i błysk – rozumiem. To Twoje odkrycie.

           A czytanie zajmuje ułamek czasu słuchania przez semestr tygodniowych ulatujących porcji wykładu, nijak nie składających się na spójną myśl matematyczną.

          Najbardziej wydajną i skuteczną drogą poznania matematyki może być tylko indywidualny tok studiów w matematyce, tok oparty na dobrym podręczniku.

          Od wielu lat walczę o stworzenie takiego toku (patrz link: indywidualny tok). W uczelniach technicznych z reguły zdominowanych przez matematyków, kapłanów Królowej Nauk, światli naukowcy są w znikomej mniejszości; nie są w stanie takiej inicjatywy przeforsować. Próbowałem osiągnąć to w Politechnice Wrocławskiej i Politechnice Warszawskiej poprzez ich rektorów. W tej ostatniej myśl nawet poruszyła rektora, ale tu i tam zablokowali rzecz gnuśni matematycy.

           Przełamać opór klanu matematyków może tylko mocna pozycja mądrego, uczciwego rektora.

Indywidualny tok studiów w matematyce            GŁOSY z POCZTY